poniedziałek, 23 września 2013

ROZDZIAŁ 11.

Dni mijały nam na względnym spokoju. 13 listopada wyszła płyta chłopaków i coraz częściej byłam sama w domu. Wywiady, występy, spotkania i tak w kółko. Udało mi się znaleźć dorywczą pracę. Musiałam być pod telefonem. Miałam fotografować na życzenie. Jeśli zadzwonili do mnie, miałam przyjechać, cyknąć kilka fotek i wszystko. Kasa nie była jakaś wielka ale zawsze dobre i to. Fotografowałam wszystko, poczynając od jedzenia do ulotek reklamowych a kończąc na weselach. Pracowałam tak jakby w pośrednictwie fotograficznym. Między mną a Harrym było wspaniale. Troszczył się o mnie i kochał, ja go zresztą też. Uczyliśmy się siebie, poznawaliśmy każdego dnia. Liam już się wyprowadził. Mieszkał trzy ulice od nas. Zayn zamieszkał razem z Perrie którą miałam przyjemność poznać. Jest w porządku choć nie ukrywam, że wolę Eleanor. W domu zostaliśmy w czwórkę ale to kwestia czasu aż Lou i Niall też się wyprowadzą. Zresztą my postanowiliśmy również się wyprowadzać, obecny dom sprzedać i podzielić kasę między chłopaków. Harry wspominał coś, że ma już jakiś upatrzony. Zapoznawałam się ze światem One Direction. Ze wszystkimi ludźmi którzy nas otaczali przy każdej możliwej okazji. Nawet podczas robienia chłopakom makijażu w pomieszczeniu przebywało jakieś piętnaście osób i każdy był od czegoś innego. Oswajałam się z moim nowym życiem.

Było okropne, listopadowe popołudnie. Wracałam właśnie z agencji, ponieważ byłam dostarczyć im wykonane zlecenie. Zdjęcia ślubne Katherine i Boba, przemiłej pary młodej. Po drodze zrobiłam zakupy, żeby żarłoki miały co jeść.
-Heeej. Jest ktoś w domu? - krzyknęłam po otwarciu drzwi.
-Jesteśmy w salonie. Twój misiu jest z Liamem na siłowni. - krzyknął Niall.
-Okeeeej. -odpowiedziałam i poszłam rozpakować zakupy. Naprawdę coraz bardziej lubiłam piątkę tych czubków. Było mi smutno, że będziemy mieszkać oddzielnie ale sami tak zdecydowali. Pewnego wieczoru usiedliśmy wszyscy do stołu łącznie z Perrie i Eleanor i rozmawialiśmy o tym wszystkim co teraz się wokół nas dzieje. Zespół zgodnie stwierdził, że chcą mieszkać oddzielnie, żeby się sobą nie zmęczyć. Są razem 24 godziny na dobę i coraz częściej zdarzają się głupie zaczepki. Tym bardziej, że za niecałe trzy miesiące zaczyna się trasa koncertowa. A więc razem z dziewczynami zgodziłyśmy się na taki układ. Wlałam sobie pomarańczowego soku i poszłam do salonu. Usiadłam koło Nialla gdy nagle zadzwonił mi telefon. Dzwoniła Anka.
-No hej siostrzyczko – powiedziałam do niej po polsku.
-Paula ja nie wiem jak mam ci to powiedzieć.- płakała w słuchawkę a mnie zmroziło
-No mów do cholery. - wydarłam się i wstałam. 
-Mama dzisiaj w nocy dostała zawału. Rano pani Ala znalazła ją martwą... - nie słuchałam dalej. Oparłam się o ścianę i zsunęłam się po niej. Telefon wyślizgnął mi się z ręki ale miałam to w dupie. Mój świat się skończył. I wtedy nastała ciemność.... Zemdlała. Nie wiem jak długo byłam nieprzytomna. Obudziło mnie mocne uderzenie w twarz. Nade mną był Louis a obok Niall trzymał szklankę z wodą. 
-Boże co się stało? Źle się czujesz? - pytali ale miałam to gdzieś. Miałam wszystko w dupie. Moja kochana mamusia nie żyje. Już nigdy jej nie zobaczę, nigdy nie porozmawiam z nią, już nigdy mnie nie przytuli, już nigdy... Klucha w gardle rosła z każdą sekundą ale oczy uparcie nie chciały uronić ani jednej łzy. Chłopacy podnieśli mnie i wpatrywali się we mnie oczekując odpowiedzi. Ale ja nie mówiłam nic tylko tępo na nich patrzyłam pragnąc żeby ktoś mocno mnie przytulił. Ale tego cholernego Hazzy jak zwykle nie było przy mnie gdy potrzebowałam pomocy. Muszę tam lecieć, przecież muszę się z nią pożegnać, pomyślałam. Błyskawicznie znalazłam się w pokoju, wyciągnęłam walizkę i zaczęłam się pakować. Niall stał w progu i osłupiony przyglądał mi się. Louisa nie było, pewnie dzwoni do Harry'ego, przemknęło mi przez głowę. 
-Niall rezerwuj mi bilet do Polski do Poznania. Jak najszybciej, cena nie gra roli. - powiedziałam do blondyna pakując moją kosmetyczkę. 
-Ale czemu? 
-Boże Niall pospiesz się, błagam. 
Chłopak wybiegł z pokoju a ja spakowana nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Poszłam na taras i zapaliłam papierosa. Potem drugiego, trzeciego... Jedyna myśl jaka kłębiła mi się w głowie to , co ja teraz zrobie?' . Siedziałam i wpatrywałam się przed siebie gdy do domu wpadł zdyszany Harry.
-Jezu co się stało? - zapytał mnie. 
-Moja mama umarła dzisiaj w nocy. - gdy to powiedziałam tama pękła a z moich oczu poleciały strumienie łez. Loczek nie mówił już nic więcej tylko wziął mnie na ręce i zaniósł do salonu. Przytulił i kołysał jak małe dziecko czekając, aż się uspokoję. Ale to nie pomagało. Wyłam jak kojot do księżyca i czułam jak moje serce rostrzaskuje się na miliardy kawałków. Wtedy do salonu wpadł Niall wystraszony jak nigdy. 
-Najbliższy wolny lot jest pojutrze. - powiedział. 
-Ku*wa, ku*wa, ku*wa!!!!! Przecież ja tam muszę lecieć. - wstałam i zaczęłam panikować. 
-Usiądź i przestań panikować. Zaraz wrócę. Louis zajmij się nią. - powiedział Harry i wyszedł. Po dwudziestu minutach wrócił. 
-Jesteś już spakowana?-zapytał 
-Tak. - odpowiedziałam. 
-No to super. Za 1.5 godziny lecimy do Polski. Idę się spakować. - powiedział i poszedł do naszego pokoju. Pobiegłam za nim. 
-Ale jak lecimy skoro nie było wolnych lotów? I z jakiej racji ty lecisz ze mną? A Twoja praca? Nie chcę żadnej szopki na pogrzebie z fanami i zdjęciami. 
-Lecimy prywatnym odrzutowcem zespołu. Lecę z Tobą, przecież nie zostawię cię samej w takiej sytuacji. Poza tym i tak mamy dwa tygodnie wolnego. A w razie czego poradzą sobie beze mnie, wszystko już jest załatwione. - podszedł i pocałował mnie w czoło. 
-Nie wiem jak mam ci dziękować. Harry świat mi się wali, ona umarła przeze mnie. - przytuliłam się do niego i po raz kolejny rozpłakałam się. 
-Nie mów głupot. - gładził mnie po włosach. 
-Gdybym była w domu to zadzwoniłabym po karetkę i mama by żyła... 
-To nie jest twoja wina rozumiesz? - schylił się i spojrzał mi w oczy – to nie jest twoja wina. Cmoknął mnie w czoło i wrócił do pakowania. Pół godziny później jechaliśmy już na lotnisko.

czwartek, 19 września 2013

ROZDZIAŁ 10.


-Ku**a Paul Ty nie rozumiesz. Naprawdę mi zależy. Naprawdę wierzę, że może z tego być coś poważnego. Po raz pierwszy mam szansę być naprawdę szczęśliwy, nie odbieraj mi tego. Nie zrezygnuję z niej choćbym miał odejść z zespołu. - Harry po ostatnich słowach rzucił telefon na stół. Stałam na tarasie i paliłam papierosa i... podsłuchiwałam. Kuźwa, kuźwa, kuźwa!! To nie może być prawda. On nie może odejść z zespołu, on nie może mnie tak poważnie traktować. On nie może... 
-Uaaaaa i tu Cie mam. 
-AAAAAAAAAAAA!! Powaliło Cię? Chcesz żebym zeszła na zawał?- mówiąc to próbowałam złapać oddech. Harry wyskoczył z domu i tak mnie wystraszył, że czułam, że moje serce zaraz wyskoczy. 
-Rzucisz to cholerstwo, już ja się o to postaram. - mówił z uśmiechem zbliżając się do mnie jednocześnie. 
-Stój. Słyszałam twoją rozmowę. Nie zgodził się tak? W sumie nawet podejrzewałam, że tak się stanie.Przecież nie jestem ani ładna, ani sławna, kasy nawet nie mam. Nie ten status społeczny. Hazz to nie może się udać. - powiedziałam, zgasiłam papierosa, podeszłam do niego i po prostu wtuliłam się wdychając najcudowniejszy zapach pod słońcem. 
-Bądź już cicho kobieto. Paul ma to przemyśleć i wieczorem mam się z nim spotkać bo dzisiaj wracają. Przeskoczymy to zobaczysz, będzie dobrze póki będziemy razem. Buuzii – powiedział robiąc dzióbek. Rozśmieszył mnie tym i zły humor minął od razu. Na obiad zamówiliśmy pizzę bo ani jednemu ani drugiemu leniuchowi nie chciało się gotować. Po południu chciałam po prostu iść na spacer, trzymając się za ręce jak normalni ludzie ale z wiadomych przyczyn na razie było to niemożliwe. Ponieważ trzeba było uzupełnić lodówkę Harry pojechał do Tesco a ja nie mając co robić bo dom był posprzątany, pranie zrobione a brzuch pełen wyjęłam z torby mojego największego przyjaciela Canona EOS 5D Mark III. Żeby go kupić mama wzięła kredyt który dwa lata spłacałam dorabiając sobie jako statystka przy reklamach. Sfotografowałam wszystko co było możliwe w domu i w ogrodzie. Oczywiście zapomniałam o Bożym świecie i nawet nie wiem jakim cudem znalazłam się w parku i cykałam zdjęcia zakochanym parom siedzącym na trawie. Nie wiem ile mi na tym zleciało czasu ale zaczęło robić mi się chłodno więc poszłam do domu.
-Gdzieś Ty była? Bez telefonu, bez bluzy, drzwi otwarte? Paula cholera martwiłem się. - gdy weszłam do domu tak właśnie przywitał mnie mój chłopak. Gdy skończył swój monolog podszedł i przytulił mnie tak mocno jakbyśmy nie widzieli się pół roku. 
-Zaczęłam robić zdjęcia i jak to ja zapomniałam o wszystkim innym, nie wiem jak znalazłam się w parku ale w końcu zrobiło mi się chłodno i oprzytomniałam. Przepraszam. Taka właśnie jestem, że jak dorwę aparat to tak jakby świat przestał istnieć. 
-Jesteś niesamowita wiesz? - uśmiechnął się najbardziej czarująco jak tylko mógł. Podeszłam i pocałowałam go. Pomału, delikatnie ale włożyłam w to tyle miłości ile tylko dałam radę. Rozdzielił nas dźwięk samochodu podjeżdżającego pod dom. Czubki wróciły więc zaczynamy imprezę pomyślałam. Harry wyszedł im pomóc a ja popędziłam do swojego pokoju odłożyć aparat. Po chwili byłam już na dole wyściskana i wycałowana przez czwórkę wariatów. Harry już zanosił piwo i kiełbasy na dwór. Postanowił, że dzisiaj robimy ognisko. Liam, Louis, Niall i Zayn poszli odświeżyć się do swoich pokoi po podróży. Wiedziałam, że niedługo nastąpi to co nieuniknione. Harry ma spotkać się z Paul'em. Miałam obawy, że zabroni nam być razem ale byłam dziwnie spokojna o to, że Harry na to nie pójdzie. Na dole zrobiło się cicho. Spojrzałam, przez okno i zobaczyłam, że loczek rozmawia z kimś przez telefon więc postanowiłam, że zadzwonię do mamy. Opowiedziałam jej o wszystkim, o chłopakach, o Londynie, o Harry'm. Mówiła, żebym uważała na siebie bo wciąż pamięta jak cierpiałam po rozstaniu z Michałem. Powtarzała, że tęskni z mną i ,że chciałaby żebym przyjechała. Kątem oka spostrzegłam, że blondyn głodomór szpera w lodówce a Hazz stoi nade mną i dziwnie mi się przygląda. Pożegnałam się z mamą i spytałam: 
-Coś nie tak? Czemu tak na mnie patrzysz? 
-Jestem w szoku. Nie słyszałem jeszcze żebyś mówiła po polsku. Ale nadawałaś. Swoją drogą to niesamowite, żeby tak szybko mówić w tak trudnym języku. 
-Dobra, dobra. Musisz już chyba iść co? - spytałam. 
-Nie martw się wszystko będzie ok. Kocham Cię. Nie upij się za bardzo. - podszedł, cmoknął mnie w czoło i wyszedł. No to oby wszystko poszło po naszej myśli, pomyślałam. 
-Niall jest już prawie ciemno, rozpalcie już może ognisko co? Ja pójdę się szybko wykąpać i przyjdę do was. Harry już wszystko pozanosił.- powiedziałam do blondyna pałaszującego kanapkę z kurczakiem. 
-Już idę rozpalać. Tylko ciepło się ubierz bo wieczory robią się już chłodne. - powiedział Liaś schodząc ze schodów. 
-Oczywiście, jak pan sobie życzy. - roześmiałam się, potargałam jego włosy i poszłam prosto pod prysznic. Gorąca woda spływała po mnie strużkami a w powietrzu unosił się kojący, lawendowy zapach. Myślałam o tym jak dobrze teraz się czuję mimo tego, że zostałam bez pracy, bez pieniędzy, bez domu w obcym kraju. Ale miałam przecież Harry'ego. Moją miłość, moją ostoję. Wymyśliłam wtedy, że fajnie by było polecieć do Polski. Góra na tydzień. Oczywiście z Nim. Teraz, póki nikt nie wie, że jestem z międzynarodową gwiazdą i moglibyśmy pozostać anonimowi a paparazzi na pewno by nas nie znaleźli. Muszę mu o tym powiedzieć przy najbliższej okazji, mówiłam do siebie wychodząc spod prysznica. Włosy wysuszyłam, zostawiłam rozpuszczone, ubrałam dres i vansy. Wzięłam papierosy, telefon i poszłam do chłopaków. Zayn podał mi piwo. Odpaliłam papierosa i dosiadłam się do kółeczka. Niall grał na gitarze jakąś przyśpiewkę której nie znałam. Rozmawialiśy, śmialiśmy się i wygłupialiśmy aż w końcu Lou powiedział do mnie: 
-Umiesz na czymś grać? Jesteś chociaż trochę muzykalna? 
-Umiem trochę grać na gitarze. Zawsze chciałam mieć chłopaka który będzie dla mnie grał ale, że nie znalazłam takiego no to musiałam sama się nauczyć. - wyszczerzyłam zęby w uśmiechu. 
-Nie podpuszczam Cię ale nie zagrasz nam. - powiedział Zayn z miną cwaniaka. 
-Coo? Jaa? Ja nie zagram? Oczywiście, że zagram. Może być coś po polsku?- zapyałam. 
-No jasne, że tak. Dajesz maleńka. - Zayn. Wstałam, zrobiłam sobie drinka dla odwagi i szybko go wypiłam. Usiadłam między Niall'em i Louis'em. Wzięłam do ręki gitarę, usadowiłam się wygodnie i zaczęłam grać „Kołysankę dla nieznajomej” . Najpierw nieśmiało, cicho śpiewałam ale gdy zobaczyłam, że chłopaki nie śmieją się ze mnie tylko uśmiechają się tak jakby im się podobało przestałam się wstydzić. Kołysali się w takt muzyki a Liam nawet próbował śpiewać ze mną chociaż w ogóle mu to nie wychodziło. Gdy skończyłam zaczęli bić mi brawa. Nagle przy moim uchu usłyszałam: 
-Czym mnie jeszcze zaskoczysz? Cudownie śpiewasz. - powiedział Harry muskając moją szyję delikatnymi ustami. Uśmiechnęłam się i chciałam coś mu odpowiedzieć lecz nie zdążyłam. 
-Chciałbym wam powiedzieć, że z Paul'em mało co nie wydrapaliśmy sobie oczu ale poszliśmy na kompromis. Musimy najpierw oswoić świat z Paulą – tu posłał mi najcudowniejszy uśmiech wszechświata – to znaczy, że nie mamy się kryć ale też nie wiadomo jak obnosić się z naszą miłością. Jeśli nas zapytają czy jesteśmy razem nie mamy zaprzeczać tylko po prostu nic nie odpowiadać. Za jakiś czas oficjalnie przyznamy, że jesteśmy razem. - Skończył i po chwili dało się słyszeć brawa i pogwizdywania chłopaków. 
-Teraz to naprawdę mamy powód żeby się uchlać do upadłego – powiedziałam w żartach. Po chwili miałam w ręku już wódkę a Harry pobiegł po kieliszki. 
-Pokażę wam jak to się w Polsce pije. - nalałam wszystkim wódki. Oczywiście bez popitki. - Muzykę poproszę. - mrugnęłam do Liam'a. Po chwili z głośników na tarasie usłyszeliśmy rytmy Pittbulla. 
-A więc za nas. Kielichy w górę misiaczki. - Wypiłam i poszłam tańczyć. Nie musiałam długo czekać żeby Louis zaczął wywijać razem ze mną. 
-Co wy na to żebym zadzwonił po Andy'iego? - zapytał Liam 
-Dobry pomysł. Ja zadzwonię po Edd'a, Lou i Toma. - krzyknął Hazz. Poszedł w stronę domu a z głośników usłyszeliśmy „Macarenę”. Niall i ja najbardziej wywijaliśmy. Kilka kieliszków później przyszedł jakiś rudy koleś. Podszedł do mnie, powiedział, że ma na imię Edd i, że miło mu mnie poznać. Jakiś czas później poznałam Lou i Toma. Wydali się całkiem w porządku. Dowiedziałam się, że Lou jest fryzjerką chłopaków i mamą małej Lux a, że uwielbiałam dzieci obiecałam, że niedługo wpadniemy z Harry'm do nich żebym mogła ją poznać. Alkohol dawał się już ostro we znaki ale nie zamierzaliśmy przestawać. 
-A teraz Paula zaśpiewa razem z nami „Tell me a lie”! - Krzyknął Harry śmiejąc się jak debil. Nie było trzeba powtarzać mi dwa razy. Skakaliśmy, wygłupialiśmy się i oczywiście to ja śpiewałam najgłośniej. Razem z Niall'em i Louis'em zaczęliśmy wymyślać układ taneczny i chyba nam to nie wychodziło bo Liam, Andy, Harry, Lou i Tom prawie sikali ze śmiechu. Później poleciało „C'mon C'mon”. Nie słyszałam tego wcześniej, bo jak się okazało była to piosenka z drugiej płyty chłopaków która jeszcze nie ukazała się w sprzedaży. Nie miałam siły już dłużej się wygłupiać i poszłam na taras przytulić się do Hazzy. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.