Gdy się obudziłam na dworze
było już jasno. Spojrzałam na zegarek i była dziesiąta. Bez
większych chęci wstałam i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie dwie
kanapki, zaparzyłam kawę i usiadłam w salonie włączając TV.
Było okropnie. Nie było nikogo z kim mogłabym porozmawiać.
Zadzwoniłam do siostry i rozmawiałam z nią dobrą godzinę. Była
starsza ode mnie i miała już męża i dwie córeczki, Oliwię i
Julkę. Anka powiedziała mi, że niedługo chcą przylecieć do
Anglii do Birmingham na kilka dni do jej przyjaciółki. Ucieszyłam
się bo była szansa, że się zobaczymy. Po skończonej rozmowie
postanowiłam, że pójdę do sklepu kupić papierosy. Wzięłam
szybki prysznic, ubrałam się na luzie i poszłam na zakupy. Pogoda
była ładna więc gdy już kupiłam to co chciałam poszłam do
pobliskiego parku. Wsadziłam słuchawki w uszy, puściłam piosenki
chłopaków i siedziałam tak patrząc się na małe dzieciaki które
bawiły się na placu zabaw. Nagle rozdzwonił się mój telefon.
Dzwonił Harry.
-Cześć chłopaku. Co tam w
wielkim mieście? - powiedziałam wesoło.
- No jak na razie to nic
ciekawego. U nas dopiero dziewiąta. Jesteś w domu? Wolałbym
pogadać widząc Cię. - zapytał.
-No jestem w parku ale jak
chcesz to mogę iść do domu. Nie wiem ile mi to zajmie. -Dobra. To czekam na skype. Pa – i się rozłączył. Poszłam do domu i pierwsze co zrobiłam to odpaliłam mojego laptopa. Poszukałam Harry'ego, wcisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam aż odbierze.
-Vas happening?- uśmiechał się do mnie czarnulek.
-Ooooo. Cześć przystojniaku. Spodziewałam się Harry'ego ale miło Cię widzieć. Co tam słychać? - zapytałam uśmiechając się do monitora
-Loczek jest w łazience, za chwilę na pewno przyjdzie. Chłopacy siedzą w restauracji na śniadaniu a ja zostałem żeby w razie czego odebrać gdy będziesz dzwonić.
-Idź wariacie zjedz te śniadanie a ja poczekam na Hazzę. Pozdrów chłopaków.
-Na pewno? Będziesz tak siedzieć sama? - zapytał z troską.
-Zayn ja przez całe dwa tygodnie będę sama więc przez tą chwilę naprawdę dam sobie radę.
-Ok, ok. To chociaż postawię komputer tak, żeby Hazz po wyjściu z łazienki widział, że już jest połączenie. Trzymaj się piękna. - powiedział i wstał. Postawił komputer tak, że teraz widziałam drzwi od łazienki. Słyszałam jak wychodzi i zamyka za sobą drzwi. Siedziałam tak chwilkę gdy nagle drzwi od łazienki się otworzyły a w nich ukazał się nagi Harry. Wyglądał obłędnie, z jego włosów kapała woda. Pierwszy raz widziałam go bez koszulki i wyglądał jeszcze lepiej niż to sobie wyobrażałam. Jego sprzęt też robił wrażenie i nie mogłam oderwać od niego wzroku. Wpatrywałam się w niego a ten całkowicie nieświadomy, że na niego patrzę zaczął iść w stronę komputera. Zakryłam szybko oczy i krzyknęłam
-Harry, ja tutaj jestem.
-O matko. Zabiję Zayn'a. Moment, ubiorę bokserki i jakąś koszulkę. - powiedział speszony. Trwało to dosłownie kilka sekund i loczek już siedział przed komputerem.
-Spokojnie Harry. Nikomu nie powiem. Zresztą jeden do jednego. Ty widziałeś mnie a ja widziałam Ciebie – pokazałam mu język
-A więc to tak? To w takim razie jest nie fair bo ja widziałem Cię owiniętą w ręcznik. Jak wrócimy to zgłoszę się po swoją należność. - uśmiechnął się cwaniacko.
-Hahahah dobre sobie. Chciałbyś. - pokazałam mu język śmiejąc się z miny jaką zrobił. - co tam u was gwiazdy?
-Na razie luz. Mamy dzisiaj kilka wywiadów, jutro i pojutrze kręcimy jakiś program, spotkania z fankami, mini koncerty i tak w kółko. A co u Ciebie? - zapytał
-No wiesz, ja nie mogę narzekać na nadmiar zajęć. Nie lubię być sama, nawet nie ma się do kogo odezwać. Ale dzwoniłam dzisiaj do mojej siostry i powiedziała, że niedługo chcą przylecieć do jej przyjaciółki do Birmingham więc pojadę się z nią spotkać. - cieszyłam się jak jakieś dziecko które dostało zabawkę.
-No wiesz... Gdybyś chciała to mógłbym pojechać z Tobą. Jeżeli oczywiście nie będę musiał załatwiać jakiś spraw związanych z zespołem. - powiedział loczek uśmiechając się od ucha do ucha. Uwielbiałam jego uśmiech. Uwielbiałam jego całego. To jak się o mnie martwił, to jak mnie obserwował, uwielbiałam Harry'ego. - o czym tak myślisz? - wyrwał mnie z przemyśleń jego głos.
-O tym jaką jestem szczęściarą, że Ciebie poznałam. Że mogę tu teraz być. Że po prostu Ciebie mam i nie jestem sama. Mam na kim polegać. I fajnie wiedzieć, że jest gdzieś ktoś kto się o mnie martwi. Lubię Cię Harry. - a może i coś więcej, pomyślałam w duchu.
-Ja Ciebie też lubię. Ale ciągle nie odpowiedziałaś na moją propozycję. Będę mógł z Tobą jechać jeśli nie wypadnie mi nic innego? - zapytał i zrobił oczy jak kotek ze shreka.
-Oczywiście, że tak wariacie –
zanosiłam się ze śmiechu. Rozmawialiśmy tak jeszcze
chwilę i loczek musiał lecieć. Gdy skończyliśmy rozmawiać
wpisałam w google nazwę zespołu chłopaków i zaczęłam o nich
czytać. Dowiedziałam się na przykład, że Liam chodził z
Danielle, tancerką którą poznał w xfactor'ze ale zerwali.
Widziałam zdjęcia Harry'ego z różnymi dziewczynami. Wyczytałam,
że największym flirciarzem w zespole jest Harry i trochę mnie to
zabolało. Może był dla mnie taki miły bo chciał się mną
pobawić a później zostawić? Już chyba całkowicie mi odbija,
pomyślałam i wyłączyłam kompa. Poszłam zjeść mrożoną
pizze, wykąpałam się i poszłam oglądać TV. Gdy już mi się
znudziło poszłam położyć się do mnie do pokoju i zasnęłam.
Mniej więcej tak wyglądał każdy mój dzień przez kolejne
półtora tygodnia. Harry i reszta dzwonili do mnie w wolnych
chwilach, loczek ciągle pokazywał mi jak się o mnie martwi. Raz
powiedział mi nawet, że za mną tęskni. Z tych nudów
posprzątałam im ich pokoje, wstawiłam całe mnóstwo pralek z
brudnymi ubraniami i ogólnie rzecz biorąc zachowywałam się
jakbym była ich sprzątaczką. Chodziłam na spacery, zwiedzałam
Londyn a raz nawet byłam na zakupach i kupiłam sobie trochę
nowych ciuszków. Zespół miał wracać w
niedzielę a był dopiero czwartek. Nagle zadzwonił telefon. To był
Harry.
-Hej. Co robisz? - zapytał
zdyszany.
-No hej. Właśnie mam w planach
pójść do parku bo jest bardzo ładna pogoda i szkoda siedzieć w
domu. - odpowiedziałam
-Aha ok, no to pa. - i się
rozłączył. Dziwne, pomyślałam. Poszłam do pokoju, ubrałam
dżinsy, białą bokserkę i białe conversy. Wzięłam czerwoną
bluzę z adidasa, książkę „Hinduska miłość” J.Moro i
poszłam do parku. Słońce świeciło i wiał lekki watr. Usiadłam
w parku niedaleko fontanny i zaczęłam czytać. Tę książkę
dostałam od siostry na urodziny. Ogólnie nie lubiłam takich
klimatów ale ta wyjątkowo mi się spodobała. Siedziałam tak
ponad dwie godziny. Zostałabym jeszcze dłużej ale zaczęło się
już robić chłodno. Doczytałam rozdział do końca i poszłam do
domu. Po drodze weszłam jeszcze do marketu. Kupiłam trochę
kosmetyków, chipsy, paluszki i wino na wieczór. Miałam ochotę
posiedzieć przed telewizorem i obżerać się niezdrowym jedzeniem.
Gdy wchodziłam na podwórko zaczął padać deszcz. Podeszłam do
drzwi, włożyłam klucz do zamka i okazało się, że drzwi są
otwarte..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz